Brakowało kilku minut a doszło by do tragedi

Hits: 11

     Jak podają brytyjskie media, przelatujące nad nami samoloty, jak się okazuje, niosą śmiertelne zagrożenie. Im bliżej lotniska się mieszka, tym większe szanse, że coś „pójdzie nie tak”. I nie mowa tu o katastrofach lotniczych, ale o czymś, czego nie mógł się spodziewać nikt, żaden mieszkaniec Wielkiej Brytanii. 

Jamie Shean przebywał właśnie w swoim domu w Bristolu, kiedy usłyszał, jak to opisał, ogromną eksplozję na piętrze. Pobiegł tam i zobaczył, że w suficie i dachu ma dziurę, a na jego łóżku leży ogromna, lodowa bryła. 

Mężczyzna wraz ze znajomym oglądali telewizję w pokoju na dole. Właśnie w tym momencie straszy hałas dobiegł ich z góry. O godzinie 22:15, na kilka chwil przed pójściem przez Sheana spać, w jego łóżku leżał kawał lodu, który oderwał się od przelatującego nad domem samolotu. 

„To był nieziemski huk. Byłbym martwy, gdybym położył się spać wcześniej. Usłyszałem tylko przeogromne bum, jak podczas wypadku samochodowego, tylko że ten musiałby mieć miejsce w mojej sypialni. Brzmiało to jak wybuch” – relacjonuje przerażony mieszkaniec. 

Dookoła łóżka było pełno małych kawałków lodu. Panowie chcieli je zatrzymać, ale były tak ogromne, że nie zmieściły się w zamrażalniku. Udało się zachować dwa kawałki. Dziura w dachu była tak duża, że trudno sobie wyobrazić, jak ogromny był pierwotny kawał lodu. 

Sprawdzając, jakie loty odbywały się na trasie, gdzie znajduje się dom Jamiego, okazało się, że były dwa: jeden easyJet z Rzymu do Bristolu, a drugi Thomas Cook z Gambii zmierzający do West Middlands. Lód pochodził najprawdopodobniej z tego drugiego.

Rzecznik największego lotniska na Wyspach, Heathrow, powiedział, że takie przypadki się zdarzają i były już podobne zgłoszenia, około 25 przypadków w całym kraju każdego roku. Jego zdaniem to linia powinna zapłacić za wyrządzone szkody. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *