Rozdział Kościoła od państwa jest pewnym standardem cywilizacyjnym w Europie i nie mam wątpliwości, że jest on słuszny i uzasadniony. Religia jest sprawą osobistą i jako taka powinna być odseparowana od życia publicznego.

O tym, ile kłopotów nastręczają lekcje religii w polskich szkołach, mówi się i pisze od lat. Dyrektorzy szkół często, choćby chcieli, nie są w stanie ułożyć grafiku lekcji tak, żeby katecheza była na początku lub na końcu lekcji danego dnia. Przez to dzieci nieuczęszczające na te lekcje muszą iść do świetlicy, mają bezsensowną wyrwę w zajęciach, godzinę dłużej siedzą w szkole. Ale nie to jest najważniejsze.

Religia w szkole pokazuje, że katolicyzm jest w Polsce wyznaniem uprzywilejowanym, a tak być nie powinno. Nawet jeśli większość w coś wierzy, nie staje się to obowiązujące dla wszystkich.